Po dyżurze

Kudowa Zdrój

Co roku mam przyjemność zawitać na parę dni, nieraz nawet dwa razy w roku do Kudowy Zdroju. To miasteczko znajdujące się tuż przy południowej granicy ma bogatą rozpoczynającą się w siedemnastym stuleciu tradycję uzdrowiskową. W tym małym bo mającym zaledwie dziesięć tysięcy obywateli mieście, znajduje się cała masa rewelacyjnych kafejek i restauracji. Jakkolwiek tym co pociąga tutaj ludzi najbardziej są bezsprzecznie góry. Oczywiście nie one same. Całą paletę atrakcji można znaleźć na stronie kudowazdroj.pl
Wybrałem kilka przykładów.

 

Park Zdrojowy

Dosyć szczególny z powodu egzotycznych roślin, jakie w nim rosną, ale za to wywierający dobre odczucia na turystach kojarząc się ciepłymi krajami. Ogół można oglądać, spacerując po parku ścieżkami, które zwłaszcza po zmroku oświetlone przez wytworne latarnie kreują niesamowity klimat.

1a             1b

Kaplica Czaszek w Czermnej

Nie możliwe, aby turysta wszedł tam i choćby przez chwilę nie pomyślał nad przemijalnością życia. Około 3000 czaszek i piszczeli ulokowanych w kaplicy wzbudza jednocześnie grozę i uznanie. Poniżej włożono dalsze ponad 20 000 kości. Są to umarli z czasów wojen śląskich i epidemii z osiemnastego stulecia.

Muzeum Rzemiosła

Jeśli sądzisz, że masz zbyt ciężko w pracy to koniecznie powinieneś tutaj zajrzeć. Doświadczysz tego, jak pracowało się tutaj w zeszłym stuleciu. Interesujące opowieści przewodników spowodują, że niewątpliwie nie będzie nudno, a każdy zwiedzający zobaczy mało stosowane już mocne sposoby sporządzania towarów.
W celu odnalezienia miejsca noclegowego polecam witrynę www.kudowazdroj.pl

Nie był bym sobą żebym nie opisał Błędnych skał  niepowtarzalnego labiryntu skalnego obejmującego grzbiet Skalniaka (915 m n.p.m.) wyrzeźbionego w górno-kredowych piaskowcach ciosowych przez wodę i wiatry, wykorzystujące niejednakową ich odporność na wietrzenie. Znajdują się w Parku Narodowym Gór Stołowych. Dojazd z Kudowy Zdrój w kierunku Karłowa lub czerwonym szlakiem ok. 2,5 godz. Powstałe bloki skalne na powierzchni 21,14 ha tworzą kilkusetmetrową trasę turystyczną o niepowtarzalnym uroku, którą zwiedzając często dosłownie przeciskamy się pomiędzy skałami wąskimi szczelinami. Wysokość korytarzy waha się w granicach 6-8 m, szerokość jest różna – miejscami wynosi tylko kilkadziesiąt centymetrów. Nawet podczas deszczu przechodzi się znaczny odcinek drogi pod skalnymi parasolami. Ta forma wietrzenia nie ma żadnego odpowiednika w Polsce. Rezerwat przyrody utworzono tu w 1957 r. Przejście labiryntu zajmuje ok. 35 minut, osobom z tuszą dłuuużej…

KUDOWAZDROJ2

3a
Nachod pyszny i godny odwiedzenia jak to mówią rzut beretem od Kudowy. Najdogodniejszym sposobem dotarcia do Náchodu jest linia autobusowa Náchod-Kudowa Zdrój, obsługiwana przez przewoźnika czeskiego. Autobus odjeżdża kilka razy dziennie (w weekendy nieco rzadziej) z przystanku przy ul. 1 Maja. Podróż trwa około 20 minut, a jej koszt wynosi zaledwie 30 Kč albo
3złote polskie.

3b

 

zwyczajny przystanek bez wiaty niż na dworzec, a na perony kolejowe można się było dostać wyłącznie przez budynek dworca. W chwili obecnej Náchod zaskakuje nowym centrum komunikacyjnym — otwarty i przestrzenny peron kolejowy, nowoczesne przystanki autobusowe dla wsiadających i wysiadających, elektroniczne tablice informacyjne, a wokół przede wszystkim żadnej „zeleniny” i budek ze złotym napojem. Z tablicy odjazdów wynika, że Náchod jest doskonałym punktem wypadowym dla dalszych wycieczek w głąb Czech — dotarcie do Pragi, Pardubic czy do Brna nie stanowi stąd żadnego problemu.
komunikacyjnym — otwarty i przestrzenny peron kolejowy, nowoczesne przystanki autobusowe dla wsiadających i wysiadających, elektroniczne tablice informacyjne, a wokół przede wszystkim żadnej „zeleniny” i budek ze złotym napojem. Z tablicy odjazdów wynika, że Náchod jest doskonałym punktem wypadowym dla dalszych wycieczek w głąb Czech — dotarcie do Pragi, Pardubic czy do Brna nie stanowi stąd żadnego problemu.

KUDOWAZDROJ3

Z dworca kierujemy się w stronę Starego Miasta. Możemy od razu przejść na Masarykovo námĕstí i zwiedzić zabytkowe centrum. Jest jednak druga możliwa trasa wędrówki — i tę właśnie polecam, choć będziemy musieli przejść przez osiedle mieszkaniowe. Z dworca kierujemy się zatem w stronę centrum do budynku urzędu pracy. Następnie ulicą Plhovską przechodzimy wprost na ulicę Kostelecką. Mijamy Lidla oraz sporych rozmiarów sklep Verver Potraviny i skręcamy w lewo w głąb osiedla (typowe blokowisko). Po przejściu kilkunastu metrów zauważamy tabliczkę informacyjną, wskazującą drogę wprost do zamku — celu naszej wyprawy. Ulicą Smiřických, prowadzącą dość stromo w górę, dojdziemy pod mury tej pięknej budowli.

5a           5b

Myślę, że w tym miejscu czas na kilka informacji historycznych. Náchod został założony na strategicznym obszarze, na głównym szlaku prowadzącym z Pragi przez Ziemię Kłodzką w stronę Polski. Pierwsza wzmianka historyczna o mieście pochodzi z 1254 roku. Czescy etymolodzy nazwę Náchod tłumaczą jako „místo, kterým se chodí nebo prochází”, czyli dosłownie „miejsce, którym się chodzi lub spaceruje”. Gród Náchod został założony w XIII w. przez Hrona z rodu Načeraticů dla ochrony ziem położonych przy granicy z Ziemią Kłodzką. U stóp grodu powstawało miasto w miejscu dawniejszej wsi. Náchod kilkakrotnie zmieniał właścicieli. W 1544 r. znalazł się w rękach rodu Smiřických ze Smiřic, których największym przedsięwzięciem stała się przebudowa średniowiecznego zamku w stylu renesansowym. Aż do czasów wojny trzydziestoletniej (1618–1648) Náchod przechodził okres swego największego kulturalnego i gospodarczego rozwoju. W początkach wojny trzydziestoletniej dobra náchodzkie zostały skonfiskowane przez cesarza, a następnie sprzedane rodowi Trčků z Lípy. Niedługo później Adam Erdman Trčky (wraz ze swym szwagrem Albrechtem z Valendštejna) został zamordowany i Náchod pozostał bez właściciela. W 1634 r. zamek i miasto otrzymał w darze generał Ottavio Piccolomini. Włoski ród Piccolominich przyczynił się do dalszego rozwoju dóbr — zamek przekształcono na barkową rezydencję, a w mieście wytyczono pierwszą ulicę, którą nazwano Kamenice. Możemy nią chodzić po dzień dzisiejszy i bez wątpienia nazywać reprezentacyjną ulicą miasta. Za dużo by pisać trzeba samemu z rodziną odwiedzić zobaczyć. W tym roku również zabieram swoją rodzinę w to cudowne miejsce. Serdecznie polecam i zapraszam do zwiedzania.

 

Z pozdrowieniami Paweł.

KUDOWAZDROJ5A                      KUDOWAZDROJ5B

Moje psiaki

Witam serdecznie!

Moją pasją od kiedy pamiętam były psy. Pierwszego psiaka „wyżebrałam” u rodziców, gdy miałam cztery lata i od tamtej pory w naszym domu zawsze był pies. Od ratlerka, poprzez teriera, spaniela, jamnika, owczarka niemieckiego, boksera, buldożka francuskiego aż po szczególnie mądre i przywiązane”wielorasowce”…Każdy z nich był mądry i wyjątkowy…Nigdy nie było tak, że ja chciałam psa, a wyprowadzali go rodzice. Uwielbiałam spacery z psami, bez względu na pogodę i porę roku, uwielbiałam je karmić, szczotkować, dbać o nie, bawić się z nimi. I tak jest do dziś…Zupełnym przypadkiem, z ogłoszenia – dotychczasowi właściciele z powodów osobistych nie mogli się już nim (a właściwie nią, bo to suczka) zajmować, weszłam w posiadanie psa zupełnie wyjątkowej, rzadko spotykanej i mało znanej w Polsce rasy – mastifa japońskiego, zwanego inaczej Tosa Inu( co po japońsku znaczy po prostu ”pies z wyspy Tosa”). Choć miałam w swoim życiu wiele psów, ten po prostu zachwycił mnie swoją inteligencją, oddaniem i wrażliwością. W Japonii rasa ta została wyhodowana do walki, jednak nie jest to  krwawa walka na śmierć i życie – w walce psy dążą do obezwładnienia przeciwnika, przewracają się nawzajem, jak zapaśnicy. Trudno było mi sobie to wyobrazić do momentu, gdy – zafascynowani naszą pupilką – kupiliśmy drugiego tosa inu. Gdy zaczęły ze sobą walczyć, nie mogliśmy wyjść z podziwu – to nie była krwawa jatka, jak w przypadku wielu innych ras bojowych, ale piękne widowisko, pokaz walki fair play na najwyższym poziomie…W swojej ojczyźnie na ringu były dyskwalifikowane za szczekanie, a walkę kończono, gdy któreś zwierzę zostało zranione do krwi. W  roku 1910 walki zostały zakazane i rasa była zagrożona wymarciem. W czasie II wojny światowej najlepsze Tosa Inu wysłano na północ Japonii, gdzie rasa przetrwała. Obecnie w Japonii walki psów Tosa są legalne, a psy uznawane za dziedzictwo narodowe.

Uwielbiam długie spacery po lasach z moimi psami – Bagirą i Lilu, będąc z nimi czuję się całkowicie bezpieczna, są świetnymi obrońcami; wypoczywam wtedy, odstresowuję się i „ładuję akumulatory”. Towarzystwo psów wycisza mnie i uspokaja.